Turystyka

A może by tak rzucić wszystko i… wyjechać w Bieszczady?

0 387

*„Są takie rzeczy na tym świecie, których się nie da wytłumaczyć…”. W piątek 8 maja o godz. 9:32 w piątek Maciek zamieszcza post na lokalnym łódzkim podforum trampkarskim: „Ponieważ w Wielkopolsce niewiele się dzieje, to chętnie się podłączę pod jakiś wypad weekendowy w Waszych rejonach”. Jeszcze nie wie, co go czeka. Trzy minuty później odpisuję: „To może Bieszczady dzisiaj po południu?” Tak właśnie się rozpoczął nasz trzydniowy weekendowy trip.

Z racji, że się nie znamy, dochodzi do standardowej wymiany uprzejmości, tzn. mówię jak mam na imię i przedstawiam zarys planowanej trasy. Klepnięte, jedziemy. Po pracy jadę się spakować (tym razem nie wykazałam dostatecznej czujności i nie wzięłam plecaka ze sobą do firmy), ogień na tłoki i uderzam do małej urokliwej wioski pod Rzepedzią w Beskidzie Niskim. Docieram tam nieco po północy, drżąc z zimna (mam na sobie ponownie moje cienkie jeansy + 70 do nieśmiertelności, + 3 do głupoty). Maciek jedzie z Poznania, więc kima gdzieś na trasie i dobija do mnie rano.

bies11

Jest głęboko rozczarowany, że wszyscy pozostali chętni, zgłaszający akces do ekipy, po rezygnowali. Aby nie czuł się zanadto skrępowany i zawstydzony, przyjmuję pseudonim operacyjny „Stefan” i w ten sposób oficjalnie rozpoczynamy naszą chłopięcą przygodę. Maciej szyderczo obwołuje mnie „silną ekipą z Łodzi”, co wbrew zamierzeniom podbudowuje tylko moje ego. Mam dzięki temu energii odpowiadającej średniej wielkości oddziałowi tatarskiemu.

bies13

W sobotę rano, przed przyjazdem Maćka, opracowuję dokładnie trasę, bujając się na huśtawce ogrodowej. Po rozpisaniu wszystkiego na karteczce piję kawę i obchodzę granią okoliczne wzgórza, robiąc zdjęcia poglądowe. Moje buty ulegają głębokiemu przemięknięciu, więc witam nowego kolegę w workach na śmieci założonych na skarpetki (+ 20 do nieśmiertelności). Po przycięciu worków nożem dokoła pasują do butów idealnie. Jest o wiele bardziej profesjonalnie niż w workach z Biedronki.

bies21

Po herbacie uderzamy na Szlak Szwejka z Komańczy na Prełuki, Duszatyn i Smolnik. Droga jest bardzo urokliwa, Szwejk płakał, jak się tam wywracał po pijaku na dziurach, piachu i szutrach. Przejeżdżamy przez cztery brody, wyobrażając sobie dryfujące ciało tego dzielnego wojaka. Po zwilżeniu się po pachy jedziemy dalej na Wolę Michową, Żubracze i Cisną. Jest cały czas pochmurno, trochę mży, ale jedzie się bardzo przyjemnie. Naszym celem jest Wołosate, spodziewam się znowu ujrzeć Hucuły spacerujące w poprzek ulicy i przeczucie mnie nie myli. Mijamy Smerek, Wetlinę, Ustrzyki Górne i już w pełnym deszczu osiągamy cel. Jako że upał zelżał i jest dość rześko, jemy żurek i rozprawiamy żywiołowo o polityce i religii.

bies23

Rozgrzani ruszamy dalej, kontynuując naszą wielką pętlę dookoła Bieszczad. Im bardziej w górę, tym bardziej się przejaśnia. Docieramy do Pszczelin, Smolnika i Lutowisk. W punkcie widokowym doskonale widać pasmo Otrytu. W Czarnej jest już całkiem słonecznie. Na trasie do Polany przy płonących retortach zastanawiamy się, czy nie porzucić swojej pracy i rodzin. Jesteśmy już prawie zdecydowani, gdy zjawia się lokalna loża szyderców, która zagrzewa mnie okrzykami do wykręcania Transalpem na wybojach i dziurach. Właśnie skończyli obserwowanie stada Żubrów na polanie i najwyraźniej brakuje im wrażeń.

bies46

Podnoszę rzuconą rękawicę. Kręcę ósemki i wygrywam butelkę bimbru. No dobra, nic nie wygrywam oprócz szacunku i braku szydery. Z podniesionym czołem odjeżdżam. Maciek za mną. Mijamy Rajskie, Wołkowyję i wjeżdżamy na punkt widokowy w Polańczyku. Jezioro Solińskie prezentuje się wspaniale w pełnym słońcu, za chwilę mamy zamiar być już na tamie. Na horyzoncie widać dym z retort, które mijaliśmy. Ponownie rozważam poświęcić życie wypalaniu drewna, graniu w karty na pieniądze i piciu. Całe szczęście, że Maciek jest wcieleniem odpowiedzialności i rozsądku, bierze mnie za bety i zjeżdżamy na dół.

bies14

Pędzimy do Soliny. Maciek dociera nawet na parking przed tamą, jesteśmy o krok. Ja łapię kapcia w przednim kole jakieś dwieście metrów wcześniej. Zaczyna się walka. Dopychamy mój motocykl pod przystanek PKS-u. Maciek kombinuje adresy i telefony do wszystkich wulkanizatorów i mechaników w promieniu 20 kilometrów. Na drodze do Leska objeżdża ich wszystkich ze trzy razy w nagłej ulewie – wie już, kto z kim śpi, ile ma dzieci i czyja krowa uczyniła szkodę na poletku drugiego. Kobiety witają go kwiatami, dzieci mówią per „tato”, burmistrz proponuje honorowe obywatelstwo miasta. Niestety w sobotę wieczorem większość mechaników jest wypita, nie odbiera albo zwyczajnie ma nas w d*pie.

bies57

Ja w tym czasie obdzwaniam pomoce drogowe, ale większość jest wypita, nie odbiera albo ma nas w d*pie (czy wspominałam już, że większość jest wypita?). W końcu Maciek informuje mnie telefonicznie, że jeden mechanik przerwie rodzinnego grilla i załata dziurę, jeśli przywieziemy mu koło. Niestety, wszystkie potrzebne narzędzia zostały na naszej kwaterze. Nagle mój wzrok zatrzymuje się na czwórce motocyklistów z Bielska-Białej, którzy wciąż wahają się jak spędzić ten romantyczny wieczór. Niby chcą iść zwiedzać tamę, ale tak jakoś stoją bez ruchu. Czuję zew krwi, to jest mój czas. Dochodzę i przedstawiam swoją jakże opłakaną sytuację. Ci wspaniali dzielni chłopcy odkręcają mi koło i pompują je ręczną pompką (słuchamy, gdzie syczy powietrze, żeby zlokalizować dziurę). Maciek ładuje je na tylną kanapkę i wiezie do mechanika. Tam trwają prace, a u nas jest już naprawdę wesoło.

bies61

Podjeżdżają kolejni ludzie oferujący pomoc i wpadamy w imprezowy nastrój. Maciek za jakiś czas wraca z tarczą z twardym jak kamień kołem, witamy go oklaskami. Część tubylczych kobiet widząc go mdleje jak na koncercie Beatlesów. Chłopcy wspólnie przykręcają koło. Nie jest wyważone, ale jeździ się cudownie. Czego się nie robi dla Stefana – wychodzi ta męska solidarność nasieniowodów. Po naszym wspólnym sukcesie (ja dociążałam Trampka z tyłu w czasie odkręcania koła i rozkręcałam tę imprezę) idziemy zwiedzać tamę. Jest już zmierzch, nie ma tam prawie nikogo, wszystkie budki są pozamykane. Rozkoszujemy się widokiem.

bies51

Na parkingu rozdzielamy się – obiecuję osobiście dowieźć Jasia Wędrowniczka w podzięce dla moich wybawców z Bielska (Olo, masz to teraz na piśmie). Jest już ciemno, kiedy bohaterscy chłopcy ruszają na nocleg do Lutowisk, a my do Leska. Lokalne kobiety standardowo wykrzykują imię Maćka, bo jest tu już czwarty raz na przestrzeni ostatnich trzech godzin, krowy muczą, wilki wyją, jest epicko. Mnie nikt nie zna, ale grzeję się w jego świetle sławy.

bies37

Z Leska ruszamy ciemnym lasem do Tarnawy. Jest zimno, ciemno, ale czujemy się wygrani. Dojeżdżamy na kwaterę, pijemy kilka gorących herbat i idziemy luleczki. Aby uniknąć gejowskich konotacji, nasze pokoje oddalone są od siebie o całe hektary, a Stefan zamyka się kluczykiem od środka. Rano skoro świt odpalamy nasze motocykle i ruszamy z powrotem. Na kawałku trasy z Rzepedzi do Bukowska świeci ostre słońce, jesteśmy więc ubrani jak na wywczas. Chwilę potem zaczyna się nasz koszmar i w ostrej ulewie przerywanej łagodną ulewą jedziemy prawie do Kielc. Tam dla odmiany wieje i jest przenikliwie zimno, ale chociaż świeci słońce. Rozdzielamy się w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie wiatr jest tak gwałtowny, że miota mną jak Szatan od jednej strony autostrady do drugiej. Docieram do Łodzi kole 18:00. Maciek pędzi dalej do Poznania.

* – podtytuł pisany kursywą dotyczy sytuacji, kiedy musisz wytłumaczyć żonie/dziewczynie, dlaczego prawdziwie męska wyprawa licznych motocyklistów ze wzrokiem dzikim i w sukniach plugawych zamieniła się nagle w wycieczkę z jedną motocyklistką.

Gdyby ktoś chciał podążyć naszą trasą lub jakąś jej niedaleką wariacją, to zamieszczam kilka informacji o miejscach, które osobiście odwiedziłam podczas swoich wycieczek w Bieszczady i które polecam. Być może kogoś zainspirują do własnej podróży.

  • +

    Zobacz, jak wyglądała trasa przejazdu

    Łódź – Rzepedź – Komańcza – Prełuki – Duszatyn – Smolnik – Cisna – Wetlina – Brzegi Górne – Ustrzyki Górne – Wołosate – Bereżki – Stuposiany – Lutowiska – Czarna – Polana – Wołkowyja – Polańczyk – Solina – Bóbrka – Lesko – Tarnawa Górna – Szczawne – Rzepedź – Łódź

    1. W Turzańsku, tuż obok Rzepedzi, możemy obejrzeć piękną cerkiew prawosławną p.w. św. Michała Archanioła. Znajduje się ona w środkowej części wsi, po lewej stronie drogi (jadąc od Rzepedzi). Pochodzi z lat 1801-1803, jest świątynią drewnianą.

    2. Jeśli przejedziemy przez całą wieś Turzańsk to na samym jej końcu warto wjechać na przełęcz pod Suliłą 609 m n.p.m. – mamy tu bardzo ładny punkt widokowy.

    3. Z Turzańska możemy skierować się do Komańczy, gdzie znajduje się replika cerkwi prawosławnej (pierwotnie greckokatolickiej). Znajduje się na niewielkim wzgórzu, ok. 50 m od szosy Komańcza – Jaśliska. Miałam okazję oglądać ją jeszcze w oryginale, który spłonął we wrześniu 2006 roku – przyczyną było zaprószenie ognia przez turystów. Została zrekonstruowana w roku 2008, choć sporo trwały prace wykończeniowe.

    4. Z Komańczy warto podążyć Szlakiem Szwejka, który biegnie przez Prełuki oraz Duszatyn do Smolnika nad Osławą. Droga jest bardzo urokliwa i ciekawa, przejeżdżamy przez szutry, piaski i brody, więcej tu jednak wspaniałej zabawy niż udręki. W Smolniku znajduje się cerkiew greckokatolicka pw. Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja. Znajdziemy ją ok. 2 km od szosy głównej, mniej więcej w centrum Smolnika.

    5. Następnie podążamy w stronę Woli Michowej. Około 750 m od szosy, znajduje się dawny kirkut, czyli cmentarz żydowski. Miałam okazję uczestniczyć kiedyś w jego porządkowaniu. Zachowało się na nim około 50 nagrobków. W lesie na południowych stokach Magurycznego znajduje się zagroda aklimatyzacyjna żubrów.

    6. Przed Maniowem warto zjechać z trasy kawałek w stronę Balnicy, nieistniejącej wsi nad potokiem Balnica, która sięgała kiedyś niemal do granicy ze Słowacją. Niedaleko od zjazdu (ok. kilometr) znajduje się piękna kapliczka ze źródełkiem uchodzącym za cudowne.

    7. Mijamy Maniów i mamy ładny punkt widokowy na Przełęczy Pryslipce przed wsią Żubracze. Dalej trasa wiedzie nas przez Majdan i ekspozycję muzealną Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej. Wewnątrz muzeum prezentowanych jest wiele ciekawych pamiątek z różnych okresów funkcjonowania kolejki wąskotorowej.

    8. Na wzgórzu w centrum Cisnej, na niewielkim wzgórzu Betlejemka, znajduje się pomnik upamiętniający żołnierzy i milicjantów poległych w walkach z UPA. Znajdujący się tutaj posterunek był kilkukrotnie atakowany przez sotnie UPA, zanim został opuszczony przez załogę. Pozostał niezdobyty w walce, UPA straciła 27 ludzi.

    9. Popularnością ze względu na specyficzny klimat cieszy się w Cisnej sławna knajpa „Siekierezada”.

    10. Z Wetliny przez Przełęcz Orłowicza wiedzie najkrótszy szlak na Połoninę Wetlińską. Wejście stąd na pewno nie zajmie więcej niż 2 godziny, włączając w to robienie zdjęć.

    11. Przed Berehami (Brzegami Górnymi) znajduje się Przełęcz Wyżna – tutaj warto zatrzymać się i obejrzeć lokalne pamiątki, niektóre, wykonane przez lokalnych artystów są prawdziwymi perełkami.

    12. Z Brzegów Górnych szlak czerwony prowadzi na Połoninę Caryńską, skąd schodzi do Ustrzyk Górnych. Na samym początku podejścia znajduje się dawny cmentarz, znany m.in. z unikatowych nagrobków miejscowego kamieniarza Hrycia Buchwaka. Do początku lat 60 XX wieku stało tu ponad 100 nagrobków. Przerobiono je jednak na tłuczeń i zużyto do budowy obwodnicy. Zachowało się 11 nagrobków.

    13. W Ustrzykach Górnych warto zatrzymać się i coś zjeść.

    14. Z Ustrzyk Górnych możemy skierować się do Wołosatego, niewielkiej wsi położonej u podnóży Szerokiego Wierchu i Tarnicy, odgrodzonej przełęczą Beskid od Ukrainy. Istniejąca tu cerkiew, wraz z zabudowaniami wsi, została spalona w roku 1947, pozostała po niej jedynie podmurówka i cerkiewny cmentarz. W Wołosatym znajduje się Zachowawcza Hodowla Konia Huculskiego, która oferuje naukę jazdy, wycieczki w terenie, a także przejażdżki bryczką. Wołosate jest doskonałą bazą wypadową na Tarnicę oraz Halicz. Warto przejść się kawałek do pięknej zrekonstruowanej drewnianej studni z żurawiem.

    15. W Stuposianach można odwiedzić cmentarz znajdujący się ok. 50 metrów od mostu nad Wołosatym, po prawej stronie drogi prowadzącej do Mucznego. Cmentarz stanowi kilka porozrzucanych po całym terenie nagrobków, w tym nagrobek Marcelego Wisłockiego, ostatniego przedstawiciela rodu władającego wsią przez blisko 300 lat. Pozostałe nagrobki zużyto do budowy drogi. W południowej części cmentarza widoczna jest podmurówka cerkwi p.w. Opieki Matki Bożej zbudowanej w 1787 r.

    16. Ze Stuposian jest bardzo ładne odbicie na Muczne – trasa piękna widokowo, można pojechać w dół do Tarnawy Niżnej i dalej do Bukowca (tutaj zostawiamy pojazdy) skąd wytrwali mogą dojść aż do źródła Sanu, do Sianek i grobu hr. Klary i Franciszka Stroińskich (szczerze polecam, naprawdę warto, ale to wycieczka na cały dzień!).

    17. Jeśli nie odbijamy na Muczne, to ze Stuposian podążamy dalej w górę. Dotrzemy do Smolnika nad Sanem. Znajduje się tu cerkiew greckokatolicka pw. św. Michała Archanioła, obecnie kościół rzymskokatolicki pw. Wniebowzięcia NMP. Cerkiew położona jest na wzgórzu ok. 300 metrów od szosy Ustrzyki Górne – Lutowiska. Obok cerkwi znajduje się niewielki cmentarz, zachowało się zaledwie kilka dawnych nagrobków.

    18. W Lutowiskach mamy bardzo ładny punkt widokowy. Tu obowiązkowo należy zatrzymać się, ponieważ z tego miejsca przy dobrej widoczności rozpościera się rozległy widok na Bieszczady Wysokie, leżące po stronie polskiej oraz ukraińskiej. Gmina Lutowiska zaopatrzyła punkt widokowy w tablicę z panoramicznym zdjęciem widzianych z tego miejsca gór.

    19. Z Lutowisk możemy jechać dalej do Czarnej lub pojechać drogą przez Skorodne do Polany. Druga opcja to trasa przepiękna widokowo, więc warto zboczyć z kursu. Jeśli nie zdecydujemy się, to jedziemy przez Czarną.

    20. Z Czarnej do Czarnej Dolnej prowadzi obecnie ścieżka historyczno-dydaktyczna „Siedlisko”, oznaczona kolorem zielonym. Na jej trasie m.in. stara zabudowa wsi, zrekonstruowana kapliczka oraz cmentarz i miejsce po cerkwi.

    21. Dalej kierujemy się do Polany, Polańczyka i na tamę w Solinie. Warto odwiedzić również Myczkowce i mieszącą się tutaj zaporę wodną na Sanie, tworzącą sztuczne Jezioro Myczkowieckie. Około 1000 m poniżej zapory znajduje się pomnik przyrody „Skałki Myczkowieckie”. Jest to unikalna ściana skalna długości ok. 600 m, wys. 69 m, porośnięta rzadko w tych stronach spotykaną roślinnością naskalną. Możemy przejechać na drugą stronę i jechać dalej przez Zwierzyń.

    22. W Zwierzyniu znajduje się kolejne „cudowne źródełko” z mineralną wodą leczniczą.

    23. Lesko to osobna opowieść – mamy tu Zamek Kmitów z ok. 1507, dawną synagogę z przełomu XVI i XVII w., zniszczoną w czasie II wojny światowej i odbudowaną w latach 1960-1963, cmentarz żydowski (kirkut) z nagrobkami, stare kamieniczki czy zniszczony schron bojowy sowieckiej Linii Mołotowa z lat 1940-1941.

    24. W Szczawnem warto obejrzeć piękną cerkiew prawosławną (d. greckokatolicka).

    25. A docierając z powrotem do Rzepedzi – Cerkiew pw. św. Mikołaja oraz cmentarz cerkiewny. Znajdują się przy końcu obszaru Rzepedź-Wieś, nad potokiem Rzepedka.

Autorka tekstu: Magda Warych



Skorzystaj z rabatów!