Świat wg Aidekka

Nowe prawo jazdy – ustawa pod ostrzałem

0 168

Wraz z nastaniem roku 2013 nasza kochana władza zafundowała nam zmiany w przepisach o ruchu drogowym. Poza nielicznymi plusami mamy całe stado minusów. Niestety urzędnicy jak zawsze zrobili po swojemu i zafundowali utrudnienia, niedociągnięcia, absurdy. Ustawa wygląda jakby była potrzebna na czas i tego czasu zwyczajnie było za mało. Zabrakło też chyba dobrych konsultantów lub jeśli takowi byli, to zwyczajnie nie liczono się za bardzo z ich opiniami.

the-right-Motorcycle-Rider-Training-School-in-UK

Przejdźmy więc do konkretów, zaczynając może od korzyści płynący ze zmian. Moim zdaniem dobrze zrobili, że świeżo upieczony 18-letni kierowca motocykla nie wsiądzie już na turbo-doładowaną Hayabuse, Kawasaki H2R, BMW S1000R czy sprzęt podobnej klasy. Kategorię A przesunięto do progu wiekowego 24 lata. Na pocieszenie dodam, że mając nowo wprowadzoną kategorię A2 przez 24 miesiące, można zrobić prawko kat. A wcześniej. W optymistycznym wariancie już 20-latek może latać sobie dowolnym motocyklem. Czemu jest to dobra zmiana? A no jak każdy motocyklista wie, umiejętności nabywamy stopniowo i przesiadka ze sprzętu kat. A1 na kat A (np. z CBR125 na CBR1000) nie jest zbyt mądrym pomysłem. Ustawa trochę ukróciła ułańską fantazję młodych gniewnych i uważam to za dobry pomysł.

Karta motorowerowa została zamieniona na kat. AM i tutaj brak poważnych zmian z wyjątkiem tego, że o rok później. Fajnie, że dokument jest teraz w twardej oprawie i jest ujednolicony. Dobrze też, że ustawę rozbudowano z duchem czasów. Są w niej teraz sprecyzowane trójkołowce, lekkie pojazdy samochodowe, quady i inne, o których wcześniej w ustawie nie było nawet mowy. Bo w świetle polskiej mentalności jak coś nie jest zabronione, to jest dozwolone.

No i jak dla mnie tyle. Może znalazłbym coś więcej, ale nie na wychwalaniu ustawodawcy chciałem się w tym artykule skupić. Przejdźmy więc do krytyki zmian.

Wspomniana karta motorowerowa, czy teraz prawko kat. AM. Za moich czasów robiło się ją w szkole podstawowej, podobnie jak kartę rowerową. Była od lat 13, więc teraz podniesiono wiek o rok i co najważniejsze – kosztowała grosze (nie pamiętam dokładnie, ale poniżej 100zł). Obecnie cena zrobienia karty motorowerowej to:
Egzamin WORD – 170 zł
Ceny kursu – 350-500 zł
Badania lekarskie – 50 zł

Znów jesteśmy więc obdzierani ze skóry dodatkowymi opłatami. Niestety, ustawa wymusiła na szkołach jazdy dostosowanie się, zakup sprzętu, nabycie dodatkowych kwalifikacji (choćby uprawnienia do szkolenia na kat. AM), a to kosztuje. Cena końcowa jak zwykle jest przeniesiona na klienta kursu i szkołom trudno się tutaj dziwić.

Co więcej, osoby posiadające kartę motorowerową obecnie są zobowiązane niezwłocznie wymienić ją na prawo jazdy kat. AM. Oczywiście nie za darmo! Trzeba wydać skromne 100zł, co jest moim zdaniem absurdem. Państwo zmienia przepis, więc niech zapłaci za niego. Przecież ktoś kartę motorowerową zrobił i dokument uprawniający ma. Jeśli traci on ważność w wyniku wprowadzenia ustawy, to czemu płaci za to posiadacz?

Dodatkowa kategoria A2 też wprowadza dodatkowe opłaty, utrudnienia i obowiązki. Co prawda nie płacimy całego kursu, bo z części teoretycznej jesteśmy zwolnieni, ale część praktyczna mało nie kosztuje. O powodach pisałem wyżej: ustawodawca wymaga, a szkoły ponoszą w związku z tym koszty.

Co do samego kursu, czy 250tką-500tką jeździ się inaczej niż 125tką? Czy inaczej jeździ się ograniczoną do 35kW 600tką a litrem? Technika ta sama, jazda ta sama, trochę więcej mocy, do której oczywiście trzeba mieć szacunek. W związku z tym moje pytanie: po co robić cały kurs? Czy nie wystarczyłaby weryfikacja uprawnień poprzez egzamin? Delikwent ma prawko AM, A1, czy A2, coś pewnie jeździł, więc jazdę i technikę jazdy zna. Moim skromnym zdaniem, podczas przechodzenia na wyższą kategorię jego umiejętności powinien zweryfikować jedynie egzamin. Chodzenie na kolejny kurs jest czystym działaniem na niekorzyść klienta. W skrócie: ktoś na tej ustawie zrobił dobry biznes i mnie się to nie podoba.

Zastanawia mnie też fakt, ograniczania pojemności. Czy nie wystarczyłoby proste ograniczenie stosunku mocy do masy? Przecież od tego zależy przyspieszenie, nie od pojemności. 600tka 600tce nie równa… i osobiście nie widzę różnicy w stłumieniu motocykla o mocy 36kW do mocy 35kW od stłumienia 100kW do 36kW. Przecież finalnie motocykl i tak jest ograniczony, jakie ma więc znaczenie jego seryjna moc czy moment? Nie widzę sensu sztucznego ograniczenia kategorii A2 do 35kW założeniem, że moc motocykla przed ograniczeniem nie może przekraczać 2 x tej wartości. Na prawdę, nie rozumiem sensu istnienia tego obostrzenia.



Skorzystaj z rabatów!